Menu

z braku miejsca

“Nie interesuje mnie, jak zarabiasz na życie. Chcę wiedzieć, za czym tęsknisz i o czym ośmielasz się marzyć wychodząc na spotkanie tęsknocie swego serca. Nie interesuje mnie ile masz lat. Chcę wiedzieć, czy dla miłości, dla marzenia, dla przygody życia zaryzykujesz, że wezmą cię za głupca.” Oriah Mountain Dreamer

pół roku czyli nie taki diabeł straszny, jak się umaluje

marga77

Dzisiaj dokładnie mija pół roku, od kiedy nie miałam papierosa w gębie. To że powinnam przestać palić, wiedziałam już od ponad roku kiedy to zdiagnozowali u mnie tzw tutaj COPD, zaś w Polsce POChP. Diagnozą się nie przejęłam specjalnie, ale po marcu i początkach kwietnia ubiegłego roku, kiedy to miałam potężne zapalenie płuc, gdzie po raz pierwszy w życiu chorując, nie byłam w stanie zapalić papierosa, wiedziałam, iż się przejąc choroba muszę. Wiedza, wiedzą i od wiedzy, do czynów droga bywa długa i wyboista. Wprawdzie nie paliłam przez piec tygodni w trakcie choroby i skoro tyle wytrzymałam, powinnam abstynencje pociągnąć dalej ... aaale. No właśnie abstynencja była wymuszona bólem płuc w takcie licznych prób zapalenia sobie papierosa. W tydzień po chorobie paliłam już normalną ilość papierosów czyli około trzydziestu w porywach do czterdziestu dziennie. Tym razem jednak głębokie zaciągniecie się dymem, powodowało podrażnienie płuc i oskrzeli. Starałam się więc zaciągać płyciej, obiecując sobie za każdym głębokim zaciągnięciem, iż czas skończyć z tym nałogiem, skoro zaczął boleć. Na obiecankach oczywiście się kończyło do momentu odebrania w grudniu ubiegłego roku wyników tomograficznych płuc. Tak ten wynik był przełomowy! Paliłam wprawdzie dalej bez ograniczeń jakichkolwiek, ale gdzieś tam w zakamarkach umysłu myśl o rzuceniu palenia już się na dobre zagnieździła i zaczynała się na dobre zakorzeniać. Wiedziałam od przyjaciółek, że z kolei ich znajomi mieli bardzo dobre wyniku w rzucaniu palenia za pomocą Desmoxanu. Postanowiłam i ja za jego pomocą spróbować, lek jest w Niemczech niedopuszczony i niby niedostępny. Niby, bo wiadomo, że w necie wszystko się kupi. Tak i tez zrobiłam, informując się oczywiście dokładnie o skutkach ubocznych. Zdawałam sobie również sprawę, że lek ten może być zwyczajnym placebo ..."Placebo czy nie, stosować będziesz" rzekło mi na to moje jestestwo i więcej ze mną nie dyskutowało. Krotko przed nowym rokiem, lek zawitał do mnie i w sumie mogłabym postąpić sztampowo i od pierwszego stycznia nie palić, a że sztampy nie lubię, jako dzień X, wyznaczyłam na piętnastego stycznia czyli dzień po imprezie urodzinowej mojej Siostry. I jak sięgnę pamięcią do tamtego dnia, po północy jakoś przestało mnie się chcieć palić, a stan ten utrzymał się przez cały piętnasty stycznia. Pierwszy Desmoxan przyjęłam następnego dnia, popalając do dnia piątego kuracji, jak stało w ulotce. Stało tam tez, że jak po dniu piątym się jeszcze popala, to należy lek wyrzucić w kąt, bo szkoda czasu i pieniędzy, efektów nie będzie. Od tego momentu dni zaczęły mi upływać na co trzygodzinnym braniu leku. W takim tez stanie zastała mnie Duo, którą miałam przeogromna przyjemność gościć, a która miedzy innymi odliczała mi godzinki, od leku, do leku. W takim stanie tez pojechałam na portugalski urlop. Po urlopie do pracy wróciłam już jako osoba niepaląca. Nie powiem żeby było strasznie łatwo, w końcu paliłam ogromne ilości papierosów przez czterdzieści pięć lat. ale też nie powiem, że było strasznie ciężko. Jednego jestem pewna bez szczerych chęci, a przede wszystkim szczerości wobec samego siebie i lubienia samego siebie, to se nawet trutkę na szczury można brać, a palić się będzie dalej.

Na dzień dzisiejszy jedyną kaszląca osoba w naszym domu jest Misiek, jak się zachłyśnie.

20017437_1789182461096832_3888479295576221058_o

Zapraszam zatem na jubileuszowa kawę. A ze okazja wyjątkowa,  w wyjątkowej i niepowtarzalnej szklance, prosto z Huty Szkła w Baruth. Na zdrowie Szanowni Czytacze.

nie umiem wymyślić tytułu czyli takie sobie dyrdymały

marga77

O tym, że nie mogę się doczekać emerytury chyba każdy już wie, a jak nie każdy, to teraz właśnie się dowiedział, ten kto nie wiedział. Z tej okazji nasłuchałam się, że zobaczę jak to mi będzie nudno, że jaki mam plan na emeryturę, bo się zanudzę, albo zgnuśnieje, albo jedno i drugie, że jak to tak bez pracy żyć ... itepe, itede. I nie powiem, żebym się tym nie przejęła, a i owszem, w porywach nawet bardzo. Nic bardziej mylnego! Ostatnie tygodnie, kiedy to z okazji przeziębienia, aby zaraz potem z tej okazji, a jeszcze potem z okazji urlopu, przesiedziałam w domu cięgiem dwa miesiące, pokazały zupełnie co innego. Przede wszystkim przypomniały mi, iż od kiedy sięgam pamięcią, a sięgam do bardzo wczesnego dzieciństwa, nigdy się sama z sobą nie nudziłam. Nie żebym unikała ludzi, jam zwierz towarzyski jest i to bardzo, nie mniej jednak tak samo jak z dobrym towarzystwem, lubię przebywać wyłącznie z samą sobą. Gdy kilka miesięcy temu, jeden z majstrów od Airbusa A380, po czterdziestu latach pracy odchodził na emeryturę, spytałam się jego zony, jak to teraz będzie z mężem dwadzieścia cztery godziny na dobę, kiedy zważając na zmianową prace męża, ten mąż właściwie bywał rzadko w domu, w czystej postaci. "Daliśmy rade przez ponad trzydzieści lat małżeństwa, to damy i teraz rade", brzmiała jej odpowiedz. Zaś ja nie pytałam bez kozery, bo chociaż Miśka bardzo, bardzo kocham, a nawet i jeszcze bardziej, to wizja jedynego i słusznego męża, pracującego od lat li i wyłącznie na popołudniową i nocną zmianę, a awansowanego na biurwa od poniedziałku do piątku, trochę mnie przeraziła. Bywały przecież dni, że nie widzieliśmy się w ogóle, a tu nagle tak mamy się dzień, w dzień oglądać? Albowiem nie uważam proszę Szanownego Czytelnictwa, że przebywanie ze sobą dzień, w dzień jest w związku niezbędne i dobre dla niego. Mało tego, uważam też że każdy ze związkowiczów powinien zachować swoja prywatną sferę, do której drugi dostępu bez zezwolenia nie ma. Albowiem związek to nie więzienie, którym bez powyższego szybko może się stać, a potem to już tylko się powiesić, albo odejść.

Wpis powstał spontanicznie, na myśl o tym, że to już trzeci dzień, z tygodnia wolnego się zaczął i jak bardzo nie chce mnie się końca tych wolnych dni!

No to teraz jakieś zdjęcia trzeba by wkleić.

IMG_80471IMG_80431

IMG_8051IMG_8053IMG_8055

W Gdańsku byłam w 2003 roku nie byłam tym miastem zachwycona. Pogoda była kiepska, mój nastrój nie lepszy, wiec nawet Starówka Gdańska mnie się nieszczególnie podobała. Czternaście lat później tutaj znowu będąc, nie mogłam wyjść z podziwu, dla piękna tego miejsca. Uznałam także, ze z polskich starówek, Gdańska Starówka jest najpiękniejsza. Poza tym portowe miasto, to jest to! Nawet brzydki Hamburg, zyskał w moich oczach na tyle, iż zaraz z niego nie uciekłam, dzięki portowym żurawiom.

IMG_8059IMG_8061IMG_8060

Jednak najpiękniejszym w Gdańsku, jest to miejsce.

IMG_8062IMG_8069IMG_8063IMG_8067IMG_8068IMG_8078

IMG_8083IMG_8081IMG_8079

A idea powstania tam Europejskiego Centrum Solidarności, genialna!

Więcej o Gdańsku, można znaleźć u Alexa, ja w każdym bądź razie, jeszcze tam kiedyś wrócę.

leniwa niedziela czyli wspis o niczym

marga77

Rzadko mię się zdarza mieć wolną niedzielę, za to w tym miesiącu mam ich aż trzy, dwie nawet z sobota. Ogólnie wpakowałam sobie do grafika cale dziesięć dni pracy, czekając oczywiście na poprawkę szefa, która zawierać będzie więcej dni roboczych. I jakież było moje zdziwienie gdy odesłanym, potwierdzonym grafiku nie było zmian. Następne zdziwienie było po powrocie z urlopu do pracy, powodem jego był szef na zwolnieniu. Albowiem szef na zwolnieniu jest zjawiskiem bardzo rzadkim! Przez niespełna trzydzieści lat pracy wew firmie jest to jego drugie zwolnienie lekarskie. Poprzednie było z okazji zapalenia płuc kilka ładnych lat temu, a że było to za moich już w firmie czasów, pamiętam, że wtedy grafiki i inne biurowe sprawy robił w domu, na tym zwolnieniu będąc. Tym razem jest odwrotnie, bo nawet słowo praca wykreślone zostało z szefa życiorysu, chłopa bowiem zmogło wycieńczenie tą pracą. Woła i Qnia by zmogło, gdyby pracował kilka tygodni z rzędu bez przerwy piętnaście, szesnaście godzin. I niestety takiego dopiero stanu było jemu potrzeba, aby zrozumiał, iż zdrowia nikt mu nie zwróci, że o podziękowaniu za poświecenie tegoż pracy nie wspomnę. Z tej okazji powrócił w moim domu temat skrócenia mojego czasu pracy czyli przejścia na trzy czwarte etatu. Chętnie i czemu nie, ale dwa lata przed emeryturą, kiedy o jej wysokości decydują między innymi, ostatnie pięć lat, jest to bardzo głupi pomysł. Także sprawa urlopu, znaczy skrócenia go do trzech czwartych kiedy obecnych czterdzieści dni tegoż, które mam, jest mi za mało, nie przekonuje mnie do skrócenia etatu. Jedynym wyjściem i tego się będę trzymać, jest własnoręczne zmniejszanie ilości dni pracowych w grafiku i używanie słowa nie, gdy będę proszona o zastępstwa. Tym bardziej, że mojego szefa o takie pytania przestałam podejrzewać, a odmówienie innemu nie sprawia mi żadnych trudności.

A poza tym mamy tutaj w końcu lato, a ja cały tydzień wolnego.

19957029_1782370615111350_8509162796488413584_oKawusi?

© z braku miejsca
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci