Menu

z braku miejsca

"Nie oceniaj innych swoją miarą. Bo możesz ich znacząco przecenić." Magdalena S.

sama w to nie wierzyłam czyli wiekopomna data

marga77

Zaczęło się niewinnie na strychu gdy miałam czternaście lat. To były wakacje, ja na jakimś obozie i list od najlepszej przyjaciółki, a w nim euforia, że muszę spróbować, bo jest czad i odjazd. Po powrocie spróbowałam, faktycznie, choć drapało w gardle, w głowie kręciło się całkiem przyzwoicie. Z czasem przeszło nie tylko drapanie, ale i kręcenie, a zamiast tego przyszła nieodparta chęć na jeszcze. Trzydzieści w ciągu dnia było normalką, nie rzadko jednak było i czterdzieści, a nawet i pięćdziesiąt. Tak było następne czterdzieści pięć lat, aż do piętnastego stycznia ubiegłego roku.

Dzisiaj mija mi ...

bezpapierosa

... okazuje się, że znowu przeskoczyłam samą siebie.

Koncert DTH w Wiedniu czyli nadrabiam zaległości

marga77

Jakby tu zacząć? Ano zaraz przy kontroli do wejścia, pochwaliłam się moim futerałem i aparatem w nim. Kontrola zajrzawszy do środka, stwierdziła, ze tylko Pocket można, ten jest za duży. Zdziwiona niebotycznie, bo na każdym koncercie, nie tylko DTH, miałam mój aparat i nie było problemu, bo to żadna profeska. Zdziwienie wyraziłam głośno i przyjaźnie, tym sposobem laska z Security zawołała panią od organizacji, gdzie pani obejrzawszy uprzednio mój sprzęt, mnie przepraszając, stwierdziła, że se ne da, a tak życzyli sobie artyści. Jak życzyli, to życzyli, aparat zostawiłam w depozycie, zdając się tylko na telefon. I żeby dokończyć temat telefonu, to w trakcie koncertu granitowo postanowiłam, że w takim razie, chociaż telefonem zdjęć nie lubię robić, następny będzie z wypasionym aparatem. Suma summarum z niejaka Bożeną Wąs, doszłyśmy do wniosku, ze Axl powiedział DTH, iż Margaeska suszarka do włosów lepsze zdjęcia robi, niż niektórzy reporterkami, stad i ta ostrożność. A że w końcu nie przyszłam tutaj po to aby robić zdjęcia, a ukoić dusze ukochana muzyka, posiadanie aparatu czy nie, nie grało większej roli.

A teraz do rzeczy. Jeszcze dzisiaj oglądając powyższe Intro, które własnoręcznie nagrałam telefonem, płaczę ze wzruszenia, jak bóbr, a ciary po calym ciele urzędują koncertowo.Wyobraźcie sobie Kochani Czytelnicy, że uważacie, iż bez muzyki świat nie mógłby istnieć, a życie nie miałoby kompletnie sensu. Wyobraźcie też sobie, że muzyka, to Wasza miłość życia, a w niej macie takie rodzaje tej muzyki, którą kochacie miłością czystą i bezkrytyczną, nieprzerwanie od ponad trzydziestu lat. Wyobraźcie sobie, że zawiera ona w sobie takie kawałki, które autentycznie i dosłownie ratowały Wam nie raz, nie dwa, życie. Wyobraźcie sobie, że macie możliwość słuchać tej muzyki nie tylko na CD (w radio takiej możliwości nie ma, a jak jest, to w dawkach bardzo aptekarskich) czy słuchać i oglądać na DVD, ale także i regularnie być uczestnikiem jej live koncertów. Wyobraźcie sobie, że każdy nowy album, to uczta dla duszy najlepsza na świecie! Wyobraźcie sobie, że dawkę tej uczty możecie sobie zwiększać, poprzez kupienie CD, potem DVD, a na koniec odpracować dziko szczęśliwe party, razem z dwunastoma tysiącami, takich samych świrów, jak Wy, na prawie czterogodzinnym koncercie live.

Tych dwóch i pól minuty Intro, kiedy flagi DTH są wciągane na maszt, nie potrafię nawet ubrać w słowa, albowiem jest to moment, kiedy targa mną euforia, radość, beztroska, błogostan, błogość, ekstaza, idylla ,pogoda wewnętrzna, rozkosz, rozmarzenie, rozradowanie, sielanka,s pokój ducha, uczucie spełniania się, uniesienie, upojenie, wewnętrzny spokój i co kto jeszcze  chce w tym sensie. Zaś całe następne cztery godziny to trwa nieustannie, a im mniej mogę z siebie wydobyć głos, tym większa ekstaza. Tym razem po koncercie zupełnie straciłam głos co świadczy niewątpliwie, że był wyjątkowo wspaniały. Tak wspaniały, że we wrześniu, kiedy będą grali niedaleko mnie open air, tam z nimi będę.

I żeby nie było, iż Die Toten Hosen stawiam na piedestał w charakterze bożków i jestem ich wyznawca, wyjaśniam tu jednostkom ludzkim, którzy nie maja pojęcia w czym dzieło, że w większym błędzie, w swoim życiu nigdy nie byli i być już nie będą. A dlaczego, to już niech się sami siebie pytajo!

Wiedeń jest przepiękny, ale o tym innym razem.

refleksja czyli krótki osąd sytuacji

marga77

Zdecydowanie wole wstać piętnaście po czwartej, żeby pójść na szóstą do roboty, aniżeli wpół do siódmej, aby jak dzisiaj do tej roboty pójść na tzw "średnią zmianę", na ósmą. Zdecydowanie wolę się mniej wyspać, aniżeli jechać dwanaście  kilometrów w tłumie samochodów i tyleż kilometrów sie  wkurwiać! I to by było na tyle.

© z braku miejsca
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci