Menu

z braku miejsca

... Jeśli Bóg jest tak potężny, to my kim jesteśmy?Tak, dokładnie, wybrykiem natury ... DTH

wypadałoby coś napisać czyli się sianem wykręcam

marga77

Jak mnie się nic nie chce! Nie chce mnie się nawet chcieć i tego chyba trzeba się juz bać, albocuś. Nie żebym była pracowo przepracowana, bo luzik jest w robocie. Organizm to się chyba urlopu domaga, stąd pewnie takie niechcemisie po mnie łażo. A urlop juz niedługo, w zamian dalej nie wiem od kiedy to sanatorium mam mieć. W maju mówili, że w czerwcu, w czerwcu powiedzieli, że na początku sierpnia. No sorry Winetou! Kazałam pani popaczać mojej daty urodzenia i powiedzieć mi czy umi policzyć ile będę miała ósmego sierpnia lat. Odpowiedź była bezbłędna, to zadałam pytanie pomocnicze czy mam odwołać balety i pokręcić plany ludziom, tak jak mój czerwcowy grafik szanowne sanatorium pokręciło?! Że o storno Miśkowego prezentu urodzinowego nie wspomnę. W odpowiedzi usłyszałam, to w takim razie po urodzinach, a na moje pytanie kiedy konkretnie po tych urodzinach, usłyszałam, że od przyznania mają pół roku na wysłanie zaproszenia. Mnie tam w sumie nawet i wrzesień będzie odpowiadał. Po trzech tygodniach urlopu mogę iść na kilka dni do roboty, a potem do sanatorium, którego mi przyznano od kopa piec tygodni, a które mam zamiar przedłużyć do "ile się da".

Nie pamiętam czy się chwaliłam juz moją nową pomocą w domu. Wyjątkowe szczęście tym razem miałam, dziewczyna jest tak dobra, iż od dwóch miesięcy przychodzi dwa razy w tygodniu. Ale nie w tym i w następnym też nie, bo pojechała na urlop i Margaeska sama musi pucować. No to idę popucować dla zdrowotności i na złość niechcemisiom, o!

A jak się Szanowni Czytacze znudzili, to trochę obrazków na koniec powstawiam.IMG_1237

IMG_1150

IMG_0977

IMG_0888

IMG_1057

IMG_0859

IMG_1141

odszczekuję czyli na łasce i niełasce potentata

marga77

Ogólnie to było tak jak tutaj opisałam, no było i się zmyło. Jako nowego dawce internetu wybrałam przodownika Mniamniec w tym temacie. Wybrałam z lekkim obrzydzeniem i pikającą mi na „nie” intuicją. Dzień przed podłączeniem niejaka Frau Müller reprezentująca nowego dawce internetu, zaczęła mnie napierdalać esemesami, że musze się szybko z nią kontaktować, bo coś muszę podpisać, czego nie podpisałam. Skontaktowałam się więc, a pierwszym moim pytaniem było czy im nie wiadomo o tym, że mieli trzy tygodnie czasu na to, aby się dowiedzieć, iż na ich stronie jest taka funkcja. która służy za elektroniczny podpis. I nie wiem czy wiedziała, albowiem juz po drugim jej zdaniu, gdzie pierwsze brzmiało, iż dostawa przedłuży się o tydzień, i to z mojej winy. a jest nią moje wymówienie umowy poprzedniemu dawcy, krew mnie jasna zalała i za wszpólpracę podziękowałam. Prosząc przy tym panią Müller co by wsadziła sobie jej internet w buty, aby jej się wygodniej chodziło. Bo gołym okiem widać, że buty jej mózg uciskajo. Wniosek wyszedł mi jak zawsze jeden, że nie słuchanie intuicji kończy się chujowo. Tym samym do wyboru pozostały mi trzy opcje. Zostać bez internetu w kablu, skorzystać z dwóch innych dostawców, albo skulić uszy po sobie i wrócić do poprzedniego, oczywiście na lepszych warunkach. Ten kto mnie na prawdę zna wie, że jeśli się pomylę czy nie mam racji przedtem się przy niej upierając, potrafię bez bólu przyznać się do błędu. Tym samym wybrałam opcję trzecią. I faktycznie pan z którym temat załatwiałam sprzedał mi internet w kablu na lepszych niż dogodne warunkach. A mianowicie najwyższą, osiąganą obecnie w tym kraju prędkość w ilości nieograniczonej, za połowę oferowanej ceny nie tylko przez siebie, ale także przez innych dostawców. Szkopuł leżał jedynie w tym, iż skoro umowy z nimi już nie posiadałam, musiałam zostać potraktowana jako nowy konsument, co wiązało się z tygodniowym czekaniem na przyjście technika, któren miał sprawdzić warunki techniczne na dostawę internetu. Taka jest procedura i się jej nie obejdzie, serio! A że wszystkie instalacje, zarówno te uliczne. jak i przyłącza do domów, tak i te w domach należą do pracodawcy w/w pani Müller … no co tutaj dalej tłumaczyć, kiedy każdy wie, jak to wyglądało. Na technika czekałam osiem dni. W dniu, w którym miał się pojawić już od wczesnych godzin rannych internet z kabla egzystował w naszych urządzeniach. Egzystował radośnie i miał się bardzo dobrze, aż po kilku godzinach przestał. Nie ujrzeliśmy także ni ja, ni Misiek, ni oba dwa razem, technika na oczy. Z zamian dowiedzieliśmy się telefonicznie, iż technik podobno był i stwierdził, że w naszym domu dostęp do internetu nie istnieje i nigdy nie istniał czyli zaliczyliśmy tu wszyscy dziewięć lat internetowej fatamorgany. Zaistniałej w związku z tym burzy telefonów, ludzkie słowo nie jest w stanie opisać. Stanęło na tym, że za następne osiem dni pojawi się znowu technik i będzie tego podłączenia szukał. Nie musze dodawać, że im było bliżej terminu jego przyjścia, tym bardziej obawiałam się co by do tej fatamorgany, deżawu nie dokoptowało. Nowy technik jednak, nie dość, że zapukał do drzwi, to i nawet dojście znalazł, ale żeby nie było tak chop-siup, stwierdził iż internet był z domu obok, ale teraz juz jest dobrze. A mnie nie pozostaje nic innego, jak panu technikowi wierzyć!

Dla okrasy i w ramach szczypania się w ramię czy to nie fatamorgana, przedstawiam poniżej trochę moich obrazków.

IMG_0846

IMG_0737

IMG_0910

IMG_0642

IMG_0675

IMG_0706

IMG_0939

© z braku miejsca
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci