Menu

z braku miejsca

“Nie interesuje mnie, jak zarabiasz na życie. Chcę wiedzieć, za czym tęsknisz i o czym ośmielasz się marzyć wychodząc na spotkanie tęsknocie swego serca. Nie interesuje mnie ile masz lat. Chcę wiedzieć, czy dla miłości, dla marzenia, dla przygody życia zaryzykujesz, że wezmą cię za głupca.” Oriah Mountain Dreamer

cukrowe lub żelazne czyli nowa droga życia się sukcesywnie starzeje

marga77

Ano to już sześć lat, jak z Miśkiem zawarliśmy tak zwany związek małżeński. Dla przypomnienia powiem, iż w niedziele zapadła decyzja, pod moim warunkiem, że jak w tym tygodniu, to i owszem, ale jak w następnym dopiero będzie wolny termin, to ja nie, i dziękuję. Z czasem okazało się, że jednak opłacało by mnie się nawet do dwóch tygodni poczekać, no ale wtedy, to ja taka mądra jak dzisiaj nie byłam. Co ja tu będę dużo opowiadać o miłości i szczęściu. Trochę ludzi z blogowiska miało już nieprzyjemność z nami przebywać i raczej na parę udającą miłość, szacunek i szczęście małżeńskie, nie wyglądamy. I żeby nie było, oboje jako rasowe lwy, których elementem jest ogień, potrafimy także ze sobą zaciekle i ogniście walczyć, do momentu, kiedy rozsądek i miłość właśnie, wskazują granice. Nienie kochani (nie)przyjaciele, powodu do radości tu żadnego nie ma, albowiem przytakiwanie sobie na wzajem, bez względu na własne zdanie jest dla mięczaków i nie leży ani w moim, ani w Miska charakterze. Toć mówiłam już, że my dwa Lwy, a co za tym także idzie, lwią część naszego związku spędzamy na serdecznej przyjaźni i wzajemnym się wspieraniu czego żywym dowodem jest rzucenie przeze mnie po czterdziestu pięciu latach i czterdziestu papierosach dziennie, palenia. Jednym zdaniem, stan małżeński nie jest taki zły. Powiem więcej, jest dobry! Jeno z odpowiednią osobą. Kto szuka, ten nie błądzi.

 

nie umiem wymyślić tytułu czyli właściwy adres, to podstawa

marga77

Kupiłam wnukowi pralkę, bo tak. Chłopak w dwa miesiące po skończeniu osiemnastki poszedł na tak zwane swoje, więc wiadomo, że sprzęty drogie typu pralka czy kuchenka, które na swoim posiadał (w tych rejonach Mniamiec wszystko elektryczne jest), nie były to sprzęty nowe, a już używane. Tym sposobem stara pralka wyzionęła ducha i babcia czyli ja, postanowiła wnuka uszczęśliwić nowym sprzętem z czteroletnią gwarancją. Jak postanowiła, tak zrobiła. Pralkę zamówiła babcia czyli ja, w jednym z katalogów, który istnieje także online i ma dwie fajne opcje. Za pomocą jednej, za niewielkie pieniądze można wykupić czteroletnią gwarancje na urządzenie, za pomocą drugiej, za jeszcze mniejsze pieniądze, można pozbyć się z domu urządzenia zepsutego. I tak jak pierwsza usługę można zamówić razem z pralką, tak na odebranie starego sprzętu jest wyłącznie opcja w postaci nowego zamówienia. I tu mi właśnie psa pogrzebali, bo jak przy zamawianiu pralki o podaniu adresu wnuka pamiętałam, tak przy zamawianiu odebrania starej adresu nie sprawdziłam i pozostał mój. O błędzie zorientowałam się dopiero dzień po dostarczeniu i zamontowaniu pralki u wnuka. Zadzwoniłam bowiem z pretensjami do sprzedawcy, że nowa pralkę dostarczyli i podłączyli, ale starej nie zabrali. No i tu zaczęły się schody. Najpierw okazało się, ze pani usług płaconych PayPal´em nie jest w stanie stornować, a zaraz potem, ze jak już raz zamówiłam usługę odebrania starego sprzętu, to tez jej nie mogę odmówić, a jedynie poprawić błędny adres i zapłacić rachunkiem. Tym sposobem zamówiłam usługę jeszcze raz, tym razem z dobrym adresem, a nawet i  podaniem numeru telefonu wnuka, żeby spedytorzy się sami z nim umówili, po czym pani przełączyła mnie do działu, gdzie mieli mi stornować zapłatę PayPalem. I już, już miałam zakwiczeć z radości oraz wyrażać wszem i wobec głośno pochwały na temat pań z serwisu, do momentu kiedy pani z PayPala, do której zostałam przełączona, oświadczyła iż ona zamówienia, zapłaconego PayPalemu u siebie nie ma. A że ja to zamówienie w swoim PayPalu jak najbardziej opłacone miałam, po trzecim pani oświadczeniu, odłożyłam nie żegnając się, słuchawkę i sama sobie, toć ręce mam, wykonałam storno. Kilka godzin później, moja dobra opinia o paniach z serwisu legła w kompletnych gruzach. Dostałam bowiem powiadomienie mejlem, że moja zamówiona usługa idzie do spedytora, niby powinnam się cieszyć c´nie? A że przezorny, zawsze ubezpieczony, postanowiłam zacząć się cieszyć po przeczytaniu mejla w całości, gdzie na końcu stało, iż usługa odebrania starego sprzętu nastąpi ... i tutaj kwitł ponownie mój własny adres. Tym razem błąd wyprodukowała pani z serwisu. Nie, nie wkurzyłam się, bo te czasy, kiedy wkurzałam się na pierdoły bezpowrotnie minęły. Ponieważ od dnia następnego miałam mieć w końcu tydzień wolnego, zostawiając sobie pierwszy dzień wolny, wolny od wszystkiego, wyjaśnienie adresu odłożyłam do dnia dzisiejszego. Po dzisiejszych wyjaśnieniach sprawy okazało się, że jednak żebrać od domu, do domu po sąsiadach, o uzyskanie starego sprzętu nie będę musiała. A nawet i ten PayPal dało się od razu ogarnąć. "Nie bójmy się tracić czasu, każda sekunda ma swój sens" mawiał mój nieżyjący już przyjaciel i tego się trzymam.

waschmaschine

Powyżej obiekt nieporozumień już dostarczony i podłączony w piwnicznej pralni.

 

© z braku miejsca
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci